Challange Roth 8:48,49 !!!

Agnieszka Jerzyk / 10 lipca 2019


CHALLANGE ROTH ❤️

Miło było mi Cię poznać 🥰 

       🙉8:48,49 🙉

3,8🏊🏼‍♀️-180🚴🏼‍♀️-42,2🏃🏼‍♀️

Foto. Ingo Kutsche

Nie wiem od czego zacząć 🤷🏼‍♀️Chyba od tego, że ciągle nie wierzę, że zrobiłam to tak szybko 🙉 

Głośno mówiłam, że chcę pobić rekord Polski. Po cichu marzyłam o złamaniu 9 godzin, choć myślałam, że jest to niewykonalne za pierwszym razem. Poza tym ja nie lubię zawodzić, dlatego zazwyczaj stopuje swoje cele i zachowuje je tylko dla siebie. Oczywiście tak wiem, że z psychologicznego punktu widzenia, głośno wypowiedziane cele realizuje się łatwiej. Jednak nie każdy wpisuje się w ten schemat. 

Mając ogromny respekt do tego dystansu nie chciałam za dużo mówić przed, bo tak jak napisałam w przedstartowy poście nie znam odpowiedzi na pytania dotyczące tego dystansu i tego jak będzie. 

Teraz mogę Wam odpowiedzieć 😃 

I opowiedzieć o tej przygodzie. O marzeniu z przed dobrych kilku lat. Pierwszy raz o Ironmanie pomyślałam po Igrzyskach olimpijskich w Londynie 2012r. Już wtedy marzył mi się ten dystans. Miałam wtedy 24 lata. Jednak trener Paweł Barszowski przystopował mnie i powiedział, że jestem jeszcze za młoda. Że mam przed sobą kolejne Igrzyska, a ta szybkość z olimpijki w przyszłości mi się przyda. Miał racje. 

Czas przygotowań do Challange Roth był dla mnie dość nerwowy. Stresowałam się bardzo treningami, choć zawsze powtarzam sobie że trening to tylko trening, a zawody to już całkiem inna bajka. Jednak stresowałam się tym, że podczas tych dłuższych treningów mięśnie zaczynają boleć a były to tylko pojedyncze jednostki. Zastanawiałam się co będzie, jak połączę to wszystko w Triathlon. Poza tym zazwyczaj jestem bardzo spokojna osobą i ciężko mnie wynieść z równowagi, jednak ten czas przygotowań był dla mnie mega frustrujący. Dlatego nie chcąc eksplodować przy kimś z najbliższych postanowiłam pojechać na obóz. I tam trenować, jeść i spać 🙈I tu przepraszam za wszystkie nieodpowiedziane wiadomości i nieodbieranie telefonu. Ale taka ucieczka była mi to potrzebna.   

Poza tym ostatni tydzień przed Roth był cudowny. Najpierw Super League Triathlon Poznań gdzie byłam jakoś już bardzo spokojna i trenowałam tyle co nic 😄 

A teraz coś o starcie 🙂 

Na liście startowej takie nazwiska jak : Lucy Charles, Daniela Bleymehl, Sarah Crowley, Rachel McBride, Anja Ippach/ Baranek, Carolin Lehrieder

Pływanie – start PRO bez pianek, temperatura wody 24.4*C, pierwszy raz używałam mojego fastskina Zone3. Przed startem zaczyna padać deszcz. W wodzie jest przyjemniej niż na zewnątrz. Dlatego nie wynurzam nic więcej poniżej nosa 😋O 6:30 startują mężczyźni. Wystrzał z rakiety i kłąb dymu w kształcie okręgu unoszący się do góry, wrzawa kibiców stojących po obu brzegach dość wąskiego kanału zrobiła na mnie wrażenie. Ostatnia myśl przed startem: Marzyłaś o tym, zawsze chciałaś zostać ironmanką i mazylaś o tym by przebiec maraton dziś to spełnisz!!! 😊. 

6:33 czas na mnie 🙈START. Dziewczyny ruszyły bardzo mocno. Spodziewałam się, że tego ironmana robi się wolniej. Wszyscy z którymi rozmawiałam mówili mi że zdążę przemyśleć całe swoje życie, kiedy to ja musiałam walczyć o życie i o to by nie strzelić z grupy 😂Był moment kiedy pomyślałam sobie, o Boże co ja tu robię?? Nie jestem jeszcze na to gotowa. Jednak wiem, że najgorsze co można zrobić podczas startu to doprowadzić do siebie dołujące myśli. Dlatego zaczęłam sama siebie uspokajać. Najważniejsze żeby dotrzeć do mety, na rowerze będzie lepiej!!! Kiedy już myślałam, że dopływamy do wyjścia z wody okazało się że trzeba popłynąć jeszcze w drugą stronę, jakby od tyłu. Czyli trasa nie wiodła w kształt litery L a litery T. Na szczęście wytrzymałam i pływanie pokonałam zgodnie z założeniami w głównej grupie. Choć spodziewałam się dużooo wolniejszego tempa. 

Przyzwyczajona do błyskawicznych zmian z olimpijki, moja zmiana też taka była. Na rower wyjechałam na drugiej pozycji. Choć chciałam by jak najszybciej wyprzedziły mnie dziewczyny tym bardziej, że wiedziałam z jakimi wielkimi nazwiskami wyszłam z wody i nie miałam pojęcia jak jechać taki dystans. Miałam z trenerem założenia jakich miałam się trzymać kiedy jechałabym sama. Ale przy takim ułożeniu zawodów chciałam trzymać się rywalek. Do tego trzeba  było zachować ostrożność ze względu na padający deszcz i mokrą nawierzchnie. Po kilkunastu kilometrach uformowała się grupa ja trzymałam się na jej końcu. W sumie było to dla mnie dość nowe doświadczenie, bo na połówkach i statutach bez draftu w przeciągu ostatnich dwóch laty rower jechałam całkiem sama, albo to ja miałam kogoś na ogonie. Tempo na rowerze też mnie zaskoczyło. Ale pędzimy !! Trasa choć uważana za szybką była bardzo wymagająca, cały czas góra, dół, zakręty, cała odkryta i do tego dość wiało. Patrzę na licznik, waty pokazują wartości zbliżone do 250w, prędkości ponad 40km/h. Myślę sobie zajadę się, nie wytrzymam, dziewczyny zestopujcie, przed nami jeszcze maraton. Ale ani myśleć, kiedy dojechała do nas Daniela Bleymeth tempo jeszcze wzrosło. Było kilka momentów kiedy musiałam przycisnąć. Jednak na podjazdach czułam, że jestem mocniejsza od dziewczyn. Dla mnie to był czas wytchnienia. Początkowo kilometry mijały bardzo wolno🙈jeszcze 150,130,110… o mamoooo🤦🏼‍♀️. 

I wtedy nadchodzi znany podjazd Solaer Berg. Miejsce gdzie tysiące kibiców ustawia szpaler na podjeździe i rozsuwa się kiedy ty nadjeżdżasz. Fantastyczne uczucie ☺️. Ale po podjeździe następuje baaaardzo długi zjazd. I tam staje się coś drastycznie niemiłego🤦🏼‍♀️Brakuje mi twardszych przełożeń i dziewczyny mi uciekają. Modlę się by do nich dojechać, by jazd się skończył, by ktoś mnie popchał. Kręcę ponad 300w. Myśle, że jak stracę z nimi kontakt będę musiała drugą rundę jechać sama. Krzyczę głośno NIEeeee. I dusze na pedały. Dojeżdżam do jakiegoś zawodnika który często plątał się pomiędzy nas dziewczyny. Zrównuje się z nim i wtedy on czuje, że robię wszystko by dojechać do dziewczyn. Zaczyna się napędzać i tak ramie w ramie jedziemy równo, zaczyna się podjazd i szybko dojeżdżam do dziewczyn. Ufff szczęściara. Zaczynamy drugą rundę 🙂 asfalt już suchy więc całe szczęście bo trzeba balansować by omijać zawodników z age group którzy zaczynaja wzmagania. Druga runda roweru. Starałam się cały czas dbać o picie i jedzenie. Patrzę też na zawodniczki przede mną i uczę się od nich. Widzę, że zajadają  banany na punktach odżywczych 🙂 dlatego i ja sięgam po banana 😃🍌.Do tego co jakiś czas sięgam po bidon z żelami High5 (tutaj powiem, że przed zawodami próbowałam różnych. Ale High5 są najlepsze z ręka na sercu, najlepszy smak i konsystencja !!! Jeżeli ktoś nie cierpi smaku żeli energetycznych niech spróbuje High5 !!! ). Staram się też sporo pić. Nie wiem ile bidonów wypiłam. Ale wystarczyło 😎 

Mijają kolejne kilometry, czuję już ból w szyi od trzymania głowy w tej aero pozycji. Nogi też już zmęczone, ale na treningach było gorzej. Pozostało 30 km i nasza grupa się rozrywa na zjeździe. Na początku jadąca przede mną Anja Ippach puszcza jadącą przed nią Sarę Crowley, a po chwili na zjeździe ja zostaje z tyłu za Anją. Chwila nieuwagi, rozluźnienia i do tego kolejny długi zjazd gdzie braknie mi twardszego przełożenia i zostaje sama. Znów podejmuje walkę by nie zistać samej na ostatnich 30 km. Myślę sobie że to prawie godzina jazdy. Podczas tego dystansu można stracić sporo. Dlatego znów, walczę duszę na pedały i czekam na płaski odcinają albo na podjazd. I przede mną pojawia się znów Solaers Berg, widzę że Anja jest blisko. Wiem też że pomiędzy nami na podjeździe będą mieszać się zawodnicy z z age Group dlatego staram się jak najwiecej wyprzedzić ich na szerszym odcinku. Zanim wjedziemy w wąski lej utworzony z kibiców. Udało mi się to dość dobrze. Pomiędzy mną a Anją jedzie dosłownie 1 zawodnik 🙂 Modlę się by jechał szybko 🙂 i nie zrobił dużej luki pomiędzy Anją. Poradził sobie 😃na szczycie góry byłam już przed Anją. Widziałam że jest zmęczona, dlatego ja zaczynam nadawać tempo. Tak dojeżdżamy do strefy zmian gdzie wolontariusze odbierają od nas rowery 🙂 dają nam worki z rzeczami na bieg i co śmieszne zakładają mi moje skarpetki 🥰aż się uśmiałam 😂To było super 😃😃😃 

Na bieg wybiegłam na 5 pozycji. Za mną wybiegła Anja Ippach która w Samorin zajęła miejsce przede mną.  Miałam zacząć spokojnie. Starałam się hamować i tak było, choć nogi chciały biec dużo szybciej. Początek biegło mi się naprawdę rewelacyjnie. Choć wiedziałam że strata do tak doświadczonych i mocnych zawodniczek z przodu jest  duża. Starałam się robić swoje 😎Trasa biegnąca wzdłuż kanału biegła po szutrze, czego bardzo nie lubię. Z informacji jakie dostawałam na trasie od brata, Sebastiana i trenera dawały mi sygnał na to że powoli dochodzę czwartą zawodniczkę. Po pewnym czasie już ją miałam w zasięgu wzroku. Długie proste pod wiatr i z wiatrem nie były bardzo przyjemne ale też nie tak straszne jak ostatnie kilometry po mieście. Na czwartą pozycję przesunęłam się na około 17 km. Dalej byłam skupiona na swoim. Cały czas miałam ochotę biec szybciej ale nie było to łatwe, głowa chciała a nogi niekoniecznie. Powoli zaczęłam odliczać kilometry do końca. Ostatnie kilometry biegły po mieście, jak nie bruk i non stop góra dół. Przeklinałam trenera, że co on wymyślił za trasę. Biegnąc pod górę zerkałam na zegarek. Tempo powyżej 5’/km. I ja trochę sfrustrowana, no bo średnia mi spada. Widzę biegnącą z naprzeciwka Lucy Charles-Barclay, za nią zegar z czasem 08h11 zerkam na zegarek ile zostało mi kilometrów do końca, z moich obliczeń wychodzi że, jeżeli pobiegnę takim tempem minę metę w czasie około 9h02. Staram się przyspieszyć 🙈a trasa ciagle góra doł. W głowie myśli, kiedy to się skończy dlaczego jest pod górkę, dlaczego tak mocno z górki, bo później będzie trzeba pod nią pobiec. Zostaje około 4km do końca. Widzę trenera, krzyczy że jeżeli tak będę biegła do końca będzie super czas. Myśle sobie że to ostatnie góra 20’ dlatego dostaje dodatkowego kopa i zaczynam przyspieszać. W mieście jest sporo kibiców, którzy dodają jeszcze więcej energii. Mijam tablicę z 40 km. Po raz pierwszy nie daje piątek już na 2 km przed metą. Myślę sobie może uda mi się połamać 9h choć były to takie myśli bardziej bym nie zwalniała. Byłam przekonana, że to jest niemożliwe. Wbiegam na stadion w Roth. Ogromna wrzawa kibiców, ja cieszę się że spełniłam marzenie i pokonałam dystans ironmana. Widzę mojego Brata Huberta wymachującego flagą Polski, posyłam mu buziaka i pędzę szczęśliwa do mety. Choć nie wiem jaki osiągnęłam czas końcowy bo na wyswietlaczu widniał tylko napis Challange Family-Roth. Na mecie łzy cisną się do oczu, uśmiech maluje się na twarzy. Zrobiłam swojego pierwszego ironmana. Zatrzymuje zegarek. Wiem, że mój pierwszy maraton w życiu pokonałam w 3h08 😃Odwracam się do kibiców by, podziękować im za piękny doping, kiwam im po czym spoglądam na tablice. Widzę wynik 8:48,49 – NIE WIERZĘ !!! Zaczynam się cieszyć jeszcze bardziej, jeszcze bardziej uśmiechać 🙈😃lecz po chwili myślę, to nie możliwe to musi być czas zwyciężczyni 🤷🏼‍♀️😄

Podchodzę do brata. Hubert ja naprawdę zrobiłam 8:48 ?? 

Hubert- Tak !!! 

Ja – wow ale ……… jestem dobra 😋

Dziękuje mojemu trenerowi Pawłowi Braszowskiemu za przygotowanie mnie do tego ważnego startu. Nie do końca wierzyłam, że jestem gotowa. On powtarzał, że dam radę. 

Dziękuję moim sponsorom za to, że wierzyli, że długi dystans przyniesie  również dobry wynik. Choć to trochę takie kupowanie kota w worku. Mam tu na myśli szczególnie długoletniego sponsora firmę Zone3/ Triathlonista.com, którzy od kilku lat powtarzali mi, że nie mogą doczekać się mojego startu na długim dystansie. I firmę Idmar, braci Idkowiak, którzy rozumieją mnie jako sportowca i człowieka w jednym. 

Dziękuje kibicom którzy, są najważniejsi w ostatnim czasie. Którzy motywują tym jak odbierają mnie, moją pracę a zarazem pasję. Dziękuje Wam za trzymanie kciuków już przed startem i przez sen. Dziękuje za śledzenie relacji live i za wszystkie wiadomości po starcie 😘

Dziękuję managerowi Emilowi Wydartemu za poświęcony czas i uspokojenie przed startem. 

Dziękuje Bike Leszno użyczenie super busa, którym mogłam wygodnie podróżować do Roth. Za Oreo oraz jego przygotowanie do startu daję piątkę Tobiaszowi 🖐🏼

Dziękuje Martombike za przygotowanie nowego stroju startowego bym mogła zaprezentować nowego partnera firmę Awilux, która zdecydowała się towarzyszyć mi w tym nowym rozdziale. 

Dziękuje wojsku polskiemu za możliwość przygotowania się do startów oraz za motywację i siłę do utrzymania wysokiego poziomu sportowego.  

Rodzinie, znajomym i Jerzyk Teamowi za cierpliwość i wyrozumiałość za ciągły brak czasu. 

Dziękuję pozostałym sponsorom

High5 – najlepsze żele na świecie które dały mi paliwo na start. 

DT Swiss – za super lekkie i szybkie koła. 

Fundacji Gebhardt – za odnowe biologiczną i rozmowę 

New Balance – za najlepsze buty do maratonu – NB 890 

Blachotrapez – za to, że mogę być częścią Waszego sportowego teamu. 

C+ceramic – za moc 

Bratu za to,  że przyjechał i że jest moim fanem od zawsze na zawsze ❤️

Foto. Ingo Kutsche
SHARE