Aktualności

Tag: tajwan

Realizacja celu

- 23 marca 2018 /

Jak to się stało, że trafiłam na Tajwan? Na tak odległą i wydawać by się mogło dziką wyspę 🙂 Myślę, że nie zdecydowałabym się na tak daleką, samotną wyprawę i start w Ironman 70.3 Taiwan gdyby nie fakt, że El Kapitano, który przypomnijmy jest moim managerem, zdecydował się właśnie tam wystartować i powalczyć o slota […]

Aktualności

Ironmam 70.3 Liuzhou

- 18 kwietnia 2018 /

Po zaciętym finiszu wygrałam Ironman 70.3 Liuzhou (1.9km🏊🏼‍♀️/90km 🚴🏻‍♀️/21km🏃🏻‍♀️) 🤷🏼‍♀️ 4 godziny, 19 minut i 52 sekundy. Właśnie tyle zajęła mi walka o zwycięstwo ze Szwajcarką Imogen Simmons. Ciekawa rywalizacja, pełna koncentracja, spokój i dobra taktyka. Właśnie tak mogłabym po krótce opisać ten wyścig. Ale zacznijmy od początku. Do Liuzhou wraz z Łukaszami (Remisiewiczem i […]

Realizacja celu

- 23 marca 2018 /

Jak to się stało, że trafiłam na Tajwan? Na tak odległą i wydawać by się mogło dziką wyspę 🙂 Myślę, że nie zdecydowałabym się na tak daleką, samotną wyprawę i start w Ironman 70.3 Taiwan gdyby nie fakt, że El Kapitano, który przypomnijmy jest moim managerem, zdecydował się właśnie tam wystartować i powalczyć o slota […]

Pamiętniki z obozu – Lloret de Mar

- 3 marca 2018 /

Rzadko bywa, aby tak krótki, raptem czternastodniowy obóz pomieścił w sobie tyle wydarzeń. Dlatego ten obóz przejdzie do historii, jako najbardziej humorzasty. Obóz, który chciał za wszelka cenę zepsuć moje dobre nastawienie. Już na wstępie mówię, że mu się to nie udało:) Od sierpnia nie byłam na żadnym obozie, a jaką robotę wykonuje się na […]

Zaskoczyć samą siebie !!!

- 5 lutego 2018 /

Na start do Dubaju leciałam z obawami, iż będzie to start gdzie dostanę niezły łomot. Zastanawiałam się dlaczego wybraliśmy z trenerem start akurat w takim miejscu i takim czasie. Przecież w minionym sezonie byłam słaba. Pływałam, jeździłam i biegałam dużo wolniej niż w latach poprzednich, do tego miałam dwumiesięczną przerwę od treningu, gdzie nie robiłam […]

Podsumowanie sezonu 2017

- 6 stycznia 2018 /

Za nami rok 2017 i choć ma siódemkę w sobie, to dla mnie wcale szczęśliwy nie był. Jak to się mówi, czasem trzeba zrobić krok w tył, aby móc zrobić krok do przodu. Niemniej jednak był to rok dla mnie bardzo ważny. Ów rok z jednej strony dużo mi pokazał i dużo mnie nauczył, ale także […]

Kontakt

Wszelkie zapytania proszę kierować do mojego managera lub bezpośrednio do mnie korzystając z poniższego formularza:

O mnie

Cześć… to ja.

Jestem uśmiechniętą, piegowatą, farbowaną blondynką o niebieskich oczach. Na świat przyszłam 15 stycznia 1988 roku. Zapomniałam dodać jeszcze, że jestem dość wysportowana i strasznie lubię słodycze.

Wychowywałam się w lesie. Jako mała dziewczynka mieszkałam w leśniczówce razem z dziadkiem, który był leśniczym. Dziadek często zabierał mnie i mojego brata Huberta na spacery, podczas których uczył nas wielu ciekawych i przydatnych rzeczy. Wiedziałam jak rozpoznawać zwierzynę po śladach, czy ją nawoływać za pomocą specjalnych wabików, umiałam też rozróżniać różne gatunki drzew i grzybów, zbierałam jagody, zakładałam karmniki i dowoziłam jedzenie do paśników. Często dziadek organizował nam w czasie wędrówek wyścigi biegowe, które zazwyczaj przegrywałam, ponieważ Hubert tarasował mi drogę. On strasznie nie lubił przegrywać. Wygrywałam tylko, gdy dziadek wyznaczał nam osobne tory biegów, ale wtedy brat się obrażał. Kiedy dziadek poszedł na emeryturę musieliśmy przeprowadzić się do miasta.

Gdy miałam siedem lat nadszedł czas, by pójść do szkoły i tu rozpoczęła się moja przygoda ze sportem, która nieprzerwanie trwa już ponad 20 lat. Chcecie wiedzieć jak to się zaczęło?

Mama zapisała mnie na dodatkowe zajęcia pozalekcyjne, które odbywały się na basenie. Przez pierwsze trzy lata uczyłam się pływać i szczerze mówiąc szło mi całkiem dobrze. Czwartą klasę zaczęłam w nowej szkole, a dokładniej w klasie pływackiej. Tam pływałam dwa razy dziennie, przed i po lekcjach, w Klubie Sportowym Akwawit Leszno, a moim trenerem był Marek Grelewicz. Moja koronną konkurencją było 800 m stylem dowolnym i to na tym dystansie zajmowałam najlepsze miejsca na Mistrzostwach Polski. Byłam bardzo ambitną zawodniczką, zawsze jako pierwsze wskakiwałam do wody i ani nie spóźniłam się na poranne treningi, które rozpoczynały się o 6 rano. Pomimo że nie byłam najlepszą zawodniczka w klubie, to zawsze znajdowałam się w składzie na starty w Mistrzostwach Polski. W momencie gdy moje wyniki w pływaniu nie były już takie obiecujące postanowiłam spróbować swoich sił w innej dyscyplinie sportu jaką była lekka atletyka .

Przez ponad dwa lata podczas nauki w gimnazjum trenowałam biegi średnie w leszczyńskim klubie Krokus. Szło mi bardzo dobrze, ze startu na start poprawiałam swoje czasy, a po niespełna połowie sezonu startowego znalazłam się w Kadrze Wielkopolski i zajmowałam wysokie miejsca na Mistrzostwach Polski. W przełajach zajęłam 7. miejsce wśród juniorek na dystansie 3 km i 8. miejsce w finałowym biegu na dystansie 3000 m na stadionie.

Trening biegowy był o wiele lżejszy od treningu pływackiego i było go dla mnie zdecydowanie zbyt mało, dlatego też codziennie rano, pomino zastrzeżeń trenera biegania Dariusza Perdona, wykradałam się na basen i pływałam razem z kolegami z klasy. Tęskniłam za pływaniem, ale moje wyniki nie były takie jak kiedyś i nie było sensu wracać do pływania. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy zachęcili mnie do spróbowania swoich sił w triathlonie. Jestem osobą która lubi nowe wyzwania dlatego bez wahania ale i ze strachem przed nieznanym wystartowałam w swoich pierwszych zawodach triathlonowych.

Pamiętam ten dień doskonale. Start odbywał się w Wąsoszach, niedaleko Ślesina, niebo było bezchmurne, a woda w jeziorze ciepła. Zupełnie nikogo nie znałam i nikt nie znał mnie. Dziewczyna z nikąd. Pomimo sporej ilości zawodników z wody wyszłam w środku stawki. Na rowerze jeździłam dopiero od miesiąca, ale poradziłam sobie w tej konkurencji bardzo dobrze. Wiedziałam, że bieg jest moją mocną stroną, ale zejściu z roweru moje nogi były miękkie i biegło mi sie bardzo dziwnie. Jednak wraz z upływem czasu biegło mi się coraz lepiej, dzięki czemu na metę wbiegłam na 5. miejscu jednocześnie wygrywając swoją kategorię wiekową. W nagrodę dostałam puchar i opony rowerowe. Strasznie się cieszyłam i nie mogłam doczekać się kolejnego startu w triathlonie.

Po tych zawodach trafiłam pod opiekę trenerską Pawła Barszowskiego, a nasza współpraca trwa do dzisiaj. Zresztą to właśnie on zabrał mnie na moje pierwsze zawody triathlonowe. To on pokazał mi co to za dyscyplina sportu. Tn doprowadził mnie do pierwszych medali Mistrzostw Polski, Mistrzostw Europy, oraz Mistrzostw Świata zarówno w triathlonie, jak i duathlonie. To pod jego czujnym okiem trenowałam do Igrzysk Olimpijskich w Londynie i Rio de Janeiro. Jest on jednym z założycieli Klubu Real 64-sto, w którym trenuję. Jest to stosunkowo młody, ale prężnie rozwijający się klub zreszający zarówno triathlonistów, jak i kolarzy.

Od zawsze moim sportowym marzeniem był start w Igrzyskach Olimpijskich. Udało mi się je zrealizować dokładnie 4 sierpnia 2012 roku, kiedy przekroczyłam linię mety Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Nigdy nie zapomnę tych emocji, ekscytacji, ale i dumy, koncentracji i radości podczas startu. W gronie 55 najlepszych zawodniczek zcałego świata, zajęłam 25. miejsce co było najlepszym wynikiem osiągniętym przez polskich triathlonistów podczas Igrzysk Olimpijskich. Do Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro, które odbyły się w 2016 zakwalifikowałam się jako jedyna polska triathlonistka. Rywalizację olimpijską w Rio de Janeiro ukończyłam na 22. miejscu. Biorąc pod uwagę rozwój triathlonu na świecie i ogromnie wysoki poziom sportowy jestem bardzo zadowolona ze swojego rezultatu i z tego, że udało mi się poprawić wynik z Londynu.

Rok poolimpijski rządzi się swoimi prawami i pozwala na rywalizację na dystansach, na których zazwyczaj olimpijczycy nie rywalizują. Ten rok pokierował mnie na nową triathlonową drogę. Mam nowe cele, wyzwania i marzenia. Pomimo tego iż kwalifikacja na Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 2020 roku jest w moim zasięgu, to postanowiłam oddać serce i charakter wojownika długim dystansom. Wyzwanie jest ogromne, bo trzeba pokonać siebie, przepłynąć 3800 metrów w oceanie, samotnie przejechać 180 km pomiędzy polami lawy i na koniec przebiec maraton w ponad 30-stopniowym upale. Trudno sobie wyobrazić jak ciężkie są te zawody ale wiem, że jestem twarda i dam radę.

Moje marzenie.

Mój cel.

Start na Mistrzostwach Świata IRONMAN jako pierwsza polska profesjonalistka i walka o najwyższe miejsca.

Witaj IRONMAN. Jestem Agnieszka Jerzyk z Polski.