Wymarzone zakończenie sezonu !!!

Agnieszka Jerzyk / 8 października 2018
Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3

Tak, mam od tygodnia roztrenowanie. Nie biegam, nie pływam i rower dalej stoi w walizce nie skręcony po moim starcie w Cascais, a ja nie miałam nawet czasu na opisanie Wam tego co tam się działo na trasie Ironman 70.3 Cascais. A było naprawdę fantastycznie 🙂

Wiecie dlaczego wybrałam się do Cascais?? Bo chciałam wykorzystać moją formę. Nie pokazałam jej na Mistrzostwach Świata bo nie było mi to dane. W RPA czułam że nie byłam tak dobrze przygotowana od dwóch lat. Dlatego chciałam przekonać się, sprawdzić czy moje odczucia mnie nie mylą. Choć na liście startowej były dwa nazwiska z którymi wcześniej nie wygrałam, myślałam o wygranej.

Katrien Verstyft zwyciężyła Challange Prague w których ja byłam 4, Sarah Lewis była lepsza dwukrotnie w Dubaju była 2, ja 5 a w RPA 12 a ja 17.

Wiedziałam też, że najważniejsza podczas tego wyścigu będzie odpowiednia taktyka i determinacja. Oczywiście do startu w IM70.3 Cascais były momenty zwątpienia ale zawsze trafił się ktoś, kto jednym zdaniem nakierował mnie znów na optymistyczne myślenie. Żeby wygrać, musiałam mieć 3-4′ przewagi po rowerze nad Katrien i Sarah które biegają szybciej. Dlatego na długo przed startem dużo o tym wszystkim myślałam, przygotowywałam się na, to że nie będę miała chwili oddechu na części kolarskiej. Wróciły jak za dawnych lat moje własne motywujące rozmowy ze samą sobą.
Wiecie co ?? Pisząc to teraz zastanawiam się dlaczego zależało mi tak na wygranej w tych zawodach ?? Hmmmm… chyba znowu czerpię satysfakcję ze ścigania, lubię czuć wzrastającą we mnie moc a dobrze wykonany trening robi mi dzień. A może, tym startem chciałam udowodnić sobie, że w RPA było mnie stać na miejsce w pierwszej 10? Albo po prostu chciałam dobrze zakończyć sezon 🙂 By roztrenowanie miało lepszy smak? Można zadawać wiele pytań ale ja nie znam konkretnej odpowiedzi.

Za to wiem, że było to najlepsze zakończenie sezonu jakie pamietam. Takie które dało mi sporo radości takiej ogromniej.

Do Cascais poleciałam sama. Na miejscu spotkałam wielu Polaków, co było takie fajne. Nawet byli Polacy którzy na codzień mieszkają w Norwegii. I wtedy zdałam sobie sprawę, że starty w tych wszystkich ironamanach czy challangach są takie wyjątkowe bo na lini startu stają też amatorzy którzy rywalizują na tych samych trasach co my. W startach ITU tego nie było. Teraz przy takiej formule mogę świętować i spędzać czas razem z innymi zawodnikami z Polski 🙂 Fajnie było poznać tylu ciekawych ludzi. I w tym miejscu ogromne dzięki dla Krzyśka, Artura i Pawła za przygarnięcie mnie do swojej ekipy z która ładowaliśmy węgle przed zawodami i regenowliśmy się po starcie.

Ze startu już nie wiele pamietam. Poza tym, że rano nie byłam w stanie nic zjeść bo się strasznie denerwowałam. Zjadłam tyle co aby, płatki owsiane z jogurtem popiłam kawą by łatwiej było przełknąć. Nie zrobiłam rozgrzewki bo czas gdzieś mi się ulotnił. Więc jak dotarłam na plaże poprosiłam stojących ludzi o zapięcie pianki i pomachałam trochę rękoma.
Przed startem kiedy znalazłam się już między zawodniczkami i zobaczyłam portugalską Ana Filipa Santos z którą kilka lat wstecz startowałam w ITU strach przerodził się w radość która udzieliła mi się do Any. Cały czas powtarzała że mamy cieszyć się Portugalią i wyścigiem i że, tak się cieszy że tu jesteśmy, trzyma mocno kciuki. Po sygnale ruszyliśmy do wody. Jedna zawodniczka dość szybko odpłynęła całej reszcie. Po pewnym czasie przede mnie wyszły dwie zawodniczki, nie płynęło mi się komfortowo chyba przez całkowity brak rozgrzewki. Ale płynięcie w nogach nie sprawiało mi trudności i tak z wody wyszłam na 4 pozycji. Dobieg do T1 był wymagający, do pokonania było 600m z czego około 250m pod górkę i to w piance. ( po wyjściu z wody była też strefa / wieszaki z żółtymi workami/ gdzie można było założyć buty i sciągnąć piankę jednak PRO jak i większość zawodników z tego nie skorzystało). Na dobiegu starałam się nie zakwasić nóg ale tez nie tracić kontaktu z zawodniczkami z którymi wyszłam z wody. Szybka zmiana i wybiegam z rowerem ze strefy i tu nagle niespodzianka w postaci bardzo stromego wyjazdu na drogę główna a ja z przodu duża tarcza 54 zęby 😉 na szczęście dałam radę się wtoczyć. A kiedy znalazłam się na drodze głównej ruszyłam przed siebie nie zważając na nic. Ktoś po drodze krzyknął że mam 1:20 straty do zawodniczki która wyszła pierwsza z wody. Miałam cel ją dogonić i zgubić dwie szybciej biegające zawodniczki z którymi w tym sezonie nie wygrałam. Na rowerze czułam się rewelacyjnie, raz po raz odwracałam sie do tyłu, Katrien siedziała cały czas na ogonie. Trochę denerwowałam bo czułam że jadę mocno a ona nie odpada. Stwierdziłam że nie będę się tym denerwowała i im więcej wymęczę dziewczyny na rowerze tym większe będę miała szansę na podium. Na agrafce odrobiłam stracę z wody do pierwszej zawodniczki, wyszłam na prowadzenie i zorientowałam się że zgubiłam Katrien i Sarah 🙂 to dodało mi dodatkowej energii i wiary że mogę wygrać te zawody. Dość długo z kolei na moich plecach jechała Austriaczka która tak dobrze popłynęła. Ale na szczęście kiedy zaczęły się lekkie podjazdy i ona straciła mnie z oczu. Trasa kolarska była przepiękna. Można było znaleźć odcinki płaskie, małe hopki, dłuższe podjazdy i taki podjazd gdzie trzeba było zrzucić na małą tarcze 🙂 a do tego widoki zapierające dech w piersiach !!! Ostatnie kilometry trasy znów wiodły wzdłuż oceanu tam poczułam lekkie skurcze w prawej pachwinie dlatego lekko zluzowałam. Ale czułam że nie jest to nic groźnego 🙂
Wbiegając do T2, która zlokalizowana była na stadionie towarzyszyły mi niesamowity aplauz publicznosci. Poczułam się jak na zawodach w Polsce. Nie mogłam nie posłać wielkiego uśmiechu w stronę kibiców i im pokiwać. Ruszyłam na trasę półmaratonu. Biegłam jak natchniona. Wiedziałam że mam przewagę. Po pewnym czasie do pokonania czekał nas spory podbieg na którym czuje że łapią mnie skurcze. To samo co na pozostałych Ironmanach 70.3 gdzie na trasie były podbiegi. Wiedziałam że nie zdołam pobiec w takim razie szybko, na szczęście mam 4 minuty nad zwyciężczynią Challange Prague powinnam się obronić. Na trasie w roli kibica stoi „prezes” 😉 Paweł, podaje mi jaka mam przewagę nad Katrien. Powinno być dobrze a do pokonania jeszcze połowa dystansu. Na kolejnych kilometrach spotykam Nat naszą kochaną, krzyczy że jest dobrze. A tu znów podbieg i znów lekkie skurcze. Robi się coraz cieplej, nie dość że temperatura powietrza wzrasta to dziewczyny odrabiają stratę. Na szczęście na trasie nie jestem sama 🙂 mam sporo kibiców i w roli ścigających się zawodników i tych stojących za barierkami. Ostatnie kilometry, nie ukrywam że jest mi coraz to ciężej ale cały czas mam w głowie że to ostatnie 7, 6, 5, 4, 3, 2 kilometry w tym sezonie 🙂 dlatego muszę to wytrzymać. Ostatni kilometr to ból przeradzający się w radoś i euforię z pięknego zakończenia sezonu. Radość z perfekcyjnej taktyki, stalowych nerwów, dobrej dyspozycji i szczęścia. Trzecia wygrana tego sezonu w zawodach Ironman 70.3 !!! Wspaniale 🙂

Po starcie znalazł się czas na wspólne świętowanie. Na ceremonii wręczenia nagród polski team robi niesamowity szum 🙂 Sukces zawodników którzy łapią sloty na przyszłoroczne Mistrzostwa Świata w Nicei opijany jest prawdziwym szampanem. Ludzie się bawią ! Do zobaczenia w kolejnym sezonie 🙂

Dziękuje Cascais za ten wspaniały czas <3

Dziękuje Filipe Pereira za niesamowite zdjęcia. Za złapanie tych ważnych chwil !!!

Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3
Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3
Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3
Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3
Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3
Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3
Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3
Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3
Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3
Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3
Foto: Filipe Pereira IRONMAN CASCAIS 70.3
Z kompanami wyprawy 🙂 Krzyśkiem, Arturem i Pawlem 🙂

Z Fernando Alarza zgarniamy sloty na Nicea
SHARE